dwa-krzesla blog

Twój nowy blog

Wygrałem sesję, przeszedłem chwiejnym krokiem w nowy semester obijania się i spożywania :D JEstem bardzo szczęśliwym człowiekiem. Wkład pracy w zdanie był minimalny w stosunku do ilości wypitych trunków i obejrzanych seriali i wypowiedzianych przed egzaminem przekleńśtwo na świat, uczelnię, egzaminującą profesor.

The Doors i Rolling Stones (Jotka, Ty wiesz, Mick Jagger (młodszy od Pumby!)) !!!
A tak w ogóle, to spokojniej się żyje tu, w akademiku, niż tam, w domu.
G.
:))))

Urodziny

13 komentarzy

Dwudziestka na karku.

I najlepszy prezent: w ciągu ostatnich kilku dni, także dziś (porozumiewawcze spojrzenie w stronę Grześka ;)), życie bardzo mocno przypomniało mi, jak wspaniałych ludzi mam wokół siebie.
Oni są największym prezentem.

Jotka

Nie mogę się nie pochwalić- mam w końcu adapter:D i  dwie kolumny.

Pierwszy kawałek, jaki puściłem z komputera- „When the levee breaks”.

Na zapuszczenie „Mrs. Robinson” z winyla czekam na Dominikę. A jutro idę opić transakcję i będzie fajnie, bo sami przyjaciele:D
Uzyskuję powoli spokój ducha. Ograniczyłem spożycie alkoholu, ilości wypalanej trawki, czasu przeznaczanego na nicnierobienie. Ani alkohol, ani trawka nie mogą być ucieczką od problemów, a tylko czasowym rozweselaczem w naprawdę dobre dni. Odbijam od dna, jeśli mogę tak powiedzieć. Zacząłem ćwiczyć.
Życzcie mi powodzenia, bo się przyda.
G

:)

Rozterki

12 komentarzy

Pięć tygodni nie miałem zajęć. Przez pięć tygodni piję, i jest mi z tym dobrze. Popijam piwko, dwa, cztery, wódkę, nalewkę, wino, cokolwiek jest. Ale za to piszę. Freud się kłania po sam pas.

Jestem w trakcie próby uniknięcia Friend Zone z dziewczyną, którą poznałęm jakieś 4 miesiące temu i coś mnie ukłuło, że to ta. Mogę z nią rozmawiać na wszelkie tematy, kocha książki, Pidżamę Porno i rocka, jest bardzo ładna (zakochałęm się najpierw w niej, potem dostrzegłęm ciało, to niesamowite).
Trzymajcie kciuki, ktokolwiek tu zagląda.
G.

Obiadowo

Brak komentarzy

Polubiłam bary mleczne.

Tam nie muszę być piękna. Troszkę rozmazany tusz do rzęs i niezbyt perfekcyjnie ułożone włosy są na porządku dziennym.
Nawet nie ma jak przejrzeć się w łazienkowym lusterku, żeby sprawdzić, czy nie świeci się twarz. Tam po prostu się jest. Takim, jakim się przyszło. I już.

Jotka

Po konwencie

1 komentarz

Na nogach od 7.00 w piątek do 20.30 w niedzielę, z malutką, 5- cio godzinną przerwą w sobotę, bo mnie wygonili.

„Ty tu, ty tu, ty tam, zróbcie to, to i to macie tyle, a tyle czasu”. „Ruszać się, nic się samo nie zrobi”. „No k**wa! Do roboty!”.
„Nie chlać tyle, nie róbcie mi więcej problemów, niż już mam”.
„Aga, moja wdzięczność wybiega daleko poza tę książkę, którą dostałaś. Gdyby mi nie waliło tak z paszczy, to bym cię pocałował”.
Nie mam nóg, nie mam rąk, nie mam korpusu, a głowa, lub same oczy dryfują samoistnie w przestrzeni.
Nie wiem, ile zrobiłem kilosów po szkole, nie wiem, ile wypowiedziałem słów, ale zdycham po prostu. Wypaliłem n+1 fajek, wszystkie wysępione. Spaliłem trochę kopru, ale nie dla radochy, niestety, jako środek przeciwbólowy i działało wspaniale.
Przez dwie noce trzymałem pędzący burdel na kółkach, zwany konwentem, w jako takich ryzach. Sam, bo mój współpracownik grał i bawił się, mnie zostawiwszy. A teraz w ramach „podziękowań” chce mnie wyciągnąć na wódkę. Eeee, nie, nie dziś, nie chcę zginąć, jestem zbyt wycieńczony na wódkę. I każdy inny alkohol.
Zabawne, ale wczoraj serio zasypiałem na kazaniu xD
G.

Hej.

Sorki za milczenie. Zbyt wiele się nie dzieje, a jeśli się dzieje, to rzeczy zupełnie nie zajmujących, uczelnianych, jak to przed sesją. W sumie, to nie chce mi się o tym pisać.
Poznaję miasto na rowerze, z dumą mogę stwierdzić, że potrafię trafić w najważniejsze miejsca. Ten rok było owocny, wspaniale samotnicki, co jednak wydatnie wpłynęło na moją osobę. Kiedyś może o tym napiszę, jednak nie teraz, gonią mnie terminy kolokwiów i zaliczeń. Na przykład z informatyki, co jest, przyznaję się, bezpośrednią przyczyną wpisania tej notki.
Zadanie obejmuje wrzucenie jakiegoś multimedium na bloga, a jeśli się go nie ma, to założenie. Na szczęście- mam. Ośmielę się więc przedstawić Wam mojego nowego przyjaciela, Barta. Jest zwykłą piłeczką tenisową, którą kupiłem w Decathlonie dokładnie wczoraj, w czasie przerwy w przejażdżce. Uzdolniony artysytycznie przyjaciel narysował na nim minkę radosną i pełną optymizmu. Lecz z drugiej strony pojawiło się „Ace of Spades”, czaszka wpisana w pik, symbol Wojny w Wietnamie. To dla przypomnienia, że wszyscy mamy drugie oblicze.Bart
O moim ukochanym psie rasy Invisible nie będę się teraz rozpisywał. Wabi się Garret i każdy wyobraża go sobie inaczej. Wspaniała psina:)
Pozdrawiam Was radośnie, z mrocznego pokoju pełnego projekcji moich marzeń
GrzeHu

nazywam się Julka i mam bardzo dużo marzeń.
I wiecie Państwo co? Spełniam je. A czasem się zdrarzy, że same się spełniają. I nawet tego nie zauważam. Na przykład to teraz – spełniło się jakieś pół roku temu. A dopiero teraz je zauważyłam.
Wyszłam na przystanek tramwajowy, nie chciało mi się czekać, więc poszłam na piechotę. W trakcie drogi zaczęłam sobie wyrzucać, że głupia idę i się spóźnię, zamiast poczekać i dojechać na czas.
I wtedy zobaczyłam ten budynek. I coś mi się przypomniało, coś skojarzyło. Ale nie miałam na nosie okularów i nie mogłam dostrzec jego nazwy. Poszłam dalej.

A dzisiaj już wiem, jaki to budynek. Budynek, o którym kiedyś marzyłam, żeby choćby pod nim stanąć, popatrzeć z bliska. Budynek, który, widząc w telewizji, wzdychałam i mówiłam: tak, muszę tam pójść. Nawet na jesieni mówiłam mamie, że chcę odwiedzić to miejsce. Byłam przekonana, że leży w zupełnie innej części miasta. A on jest tu. I mijam go niemal codziennie.

A przeciez gdybym tego dnia nie poszła na piechotę, tylko pojechała tramwajem, to być może dalej bym się nie domyśliła, obok czego przejeżdżam w swojej codzennej drodze.

I tak zdałam sobie sprawę – ze spełnionego, bardzo osobistego, malusieńkiego i pewnie niewiele dla innych znaczącego marzenia.

Dziękuję Państwu za uwagę.

Jotka

P.S. Dziś zmiana czasu, nie lubię tego. A siedzę uparcie przy tym kompie, zamiast iść spać… i wpatruję się w moje marzenia. Bo mam ich pełno. I spełnią się, jeśli tylko dostanę jeszcze trochę czasu. Jeszcze trochę życia. Dobra noc. Piękna noc.

Szaleństwo

1 komentarz

Biegnę. Coraz szybciej. Lubię to.

Praca mnie angażuje. Bardzo, bardzo, bardzo. Coraz bardziej. Nie wiem, na ile udają, a na ile naprawdę podoba im się moja praca, ale czuję się doceniona. Aczkolwiek stres jest, spory nawet. I coraz więcej obowiązków, zobaczymy. Poniekąd chcę też sprawdzić siebie, na ile dam radę, a kiedy już postanowię, że będę odmawiać przyjmowania na siebie nowych rzeczy.

A uczelnia? Jest okej. Leci.

No. To tyle chyba. Idę spać, bo jutro warsztaty o kobiecości ^^

Jotka

Dzisiejsza notka to krzyk rozpaczy. Wiem, że znowu będę smęcił i w ogóle pewnie nikomu nie zechce się tego czytać, ale może w ten sposób się chociaż trochę uspokoję.

Siedziałem dziś na kanapie i ni stąd ni zowąd mój wzrok zbłądził na kolekcję naboi na półce naprzeciwko. I jeden z nich był jakby za krótki, nie taki jak powinien. Jeden z najstarszych i najcenniejszych eksponatów- 8x50R Lebel sprzed 100 lat, zgubiony przez żołnierza Armii Hallera około 1920 roku- niemal zniszczony. Szyjka (ten zwężający się element łuski, w który wsadzony jest pocisk), nie dość, że kiedyś naruszony, teraz praktycznie nie istnieje. Bo siostra czy mama przejechały ścierą, „bo kurzu troszkę było”. Mówiłem- nie ruszać, ale dzie tam. Jakbym zbił filiżankę, albo potrącił coś ich, to zagryzłyby mnie, a tak- oj, wywal to, kupa rdzy, po co ci to. Szlag mnie trafił. Ledwie powstrzymałem się przed litanią bluzgów.
Oczywiście zawirusowały mi też kompa i teraz mi się co chwilę wiesza. Nawet w trakcie pisania tej notki nie wyrabia. I, rzecz jasna, żadna się nie przyzna, no bo jak, przecież one nie brały. A ja doskonale wiem, że brały, bo są poprzestawiane pliki i ikony na pulpicie, a ja nigdy tego nie robię. Albo sms- biorę twojego kompa, bo młoda nie chce zejść. Teraz czeka mnie walka z wiatrakami- wirusami.
Na dokładkę złapała mnie grypa, nie mogę dojść do ładu z uczuciami i w ogóle świat mnie tak wkurwia, że z chęcią wysadziłbym ten burdel na kółkach w powietrze, byleby tylko na niego nie patrzeć. „Cola chciała mnie zabić!”, „Doda cośtam-cośtam!”, „Mój pies potrafi szczekać!”, „Wielkie odkrycie naukowców- uprawiaj seks o tej godzinie tego dnia to cośtam-cośtam!”, „Mają nową broń, zniszczą cały świat!”, „Wielkie odkrycie amerykańskich naukowców- jedzenie w MacDonaldzie tuczy!”. Mam dość i chcę jakoś dać wyraz swojej frustracji, jednak mój głos tonie wśród zgodnego chóru poprawnych politycznie jełopów, ekologów, świadków jehowy, lewicowców i innej swołoczy, na którą nie ma innego sposobu, jak postawić pod mur.
Przepraszam za słownictwo i generalną wymowę notki, ale cóż, nie zawsze jest słodko i różowo i nie codzień widzi się żabo- jelenie.
GrzeHu

  • RSS